Szukaj

O nas

Nazywam się Krzysztof Bocian. Jestem ceramikiem i projektantem. Swoje doświadczenie zdobywałem dzięki wieloletniej pracy i eksperymentom. W swojej pracowni tworzę ceramikę, która łączy dobre rzemiosło z wyjątkowym wzornictwem. Jestem uparty i dokładny. U innych ludzi cenię otwartość i uczciwość. Zapraszam do poznania mojej historii i genezy marki Stratus (czyta się ok. 6 minut).

Moja historia

Jak mój imiennik mógłbym zacząć opowieść śpiewająco: „chciałem być marynarzem, chciałem mieć tatuaże”. Marynarzem nie zostałem, bo po roku spędzonym na Akademii Morskiej w Gdyni uznałem, że już z grubsza wiem jak ten zawód wygląda i że dziękuję, tatuaże także na razie nie pojawiły się na moim ciele. Ostatecznie skończyłem Poligrafię na Politechnice Warszawskiej i przepracowałem w tej branży kilka lat. Jako konstruktor/projektant opakowań i innych wynalazków z tektury wykonywałem super zawód. Było trochę technicznie, trochę kreatywnie. Niestety, nieustannie dokręcana śruba czasowo-zadaniowa powoduje w końcu zużycie materiału, no i się zużyłem. Oszczędności pozwoliły mi na otwarcie własnej pracowni ceramicznej. Przez lata zajmowałem się produkcją ceramiki na zlecenie, zdobywałem doświadczenie i wiedzę. Tworzyłem małe serie własnych naczyń. Po sześciu latach udało mi się stworzyć coś, co mogę nazwać swoim pierwszym dużym sukcesem. Jest koniec roku 2018 i powstaje marka Stratus.

Cofnijmy się jednak o osiem lat. Moja ceramiczna historia zaczyna się bardzo normalnie. W każdej historii od czegoś trzeba zacząć. Najlepiej od zera.

Zero. Tyle wiedziałem o ceramice, gdy poszedłem na pierwsze w życiu warsztaty ceramiczne. Szukałem nowego hobby. W muzykowaniu mi nie szło rewelacyjnie, bo może stopień umuzykalnienia mam za niski, albo determinacji do ćwiczeń zabrakło. Do tego ciężko jest trenować grę na perkusji gdy mieszka się w bloku. Żeglarstwo jest świetnym sportem i sposobem na podróżowanie, ale możliwe tylko sezonowo i wiąże się z wyjazdami. Kiedyś wspinałem się, więc przy odrobinie zaangażowania może dałoby się osiągnąć jakiś satysfakcjonujący poziom… No mógłbym wymieniać jeszcze dużo tych pasji, zainteresowań, ale potrzeba robienia czegoś twórczego, namacalnego nakazywała mi szukać dalej niż to, co już znałem. Kiedyś sklejałem plastikowe modele i była to pyszna zabawa, wymagająca opanowania warsztatu i dająca dużą satysfakcję, ale co z tymi modelami potem robić? Stawiać na półce, by zbierały kurz? No nie… chodziło o coś twórczego, ale bardziej przydatnego. Tak znalazłem się na warsztatach ceramicznych, na których robiłem swoje pierwsze ręczne ulepki. Bardzo się wciągnąłem i odkryłem, że to samo mogę robić w swoim domu, tylko trzeba potem gdzieś to zawieźć do wypału, co też robiłem, uważając na dziury w drodze i pakując skrupulatnie swoje skorupy, by dojechały w jednym kawałku. Potem nastał wspomniany wcześniej kryzys zawodowy i dręczące pytania „jak żyć? co robić?”.

Ceramikę robić, oczywiście - taka zapadła decyzja, podpisałem umowę na lokal, no i jakoś poszło. Słowo „jakoś” jest w tej historii ważne, bo na początku szło nie tyle „jakoś”, co byle jak. Zatrzymam się tu na chwilkę, by wspomnieć, że nie miałem przygotowania technicznego i wiedzy na temat wytwarzania ceramiki, ledwo liznąłem temat. To jedna sprawa – techniczna. Druga, może nawet ważniejsza, to fakt, że nie miałem również przygotowania artystycznego, projektowego. Przez lata otaczałem się przedmiotami, do wyglądu których nie przywiązywałem większej wagi, często były nijakie. Wynikało to z wyniesionych z domu przyzwyczajeń zakupowych, nastawionych raczej na oszczędność i funkcjonalność. Wzornictwo to sprawa śliska, to sprawa gustu, a „o gustach się nie dyskutuje” (teraz wiem, że na całym świecie dyskutuje się o gustach i wynika z tych dyskusji wiele dobrego).

Tak więc należało się nauczyć technologii i projektowania. Studentom zajmuje to około pięciu lat, a całość wieńczy dyplom, który na uczelniach artystycznych jest projektem, przeważnie zmaterializowanym. Lubię myśleć o swojej drodze właśnie w ten sposób, a o naczyniach kolekcji Stratus jako o zwieńczeniu tego kilkuletniego okresu, który był okresem prób i błędów, poszukiwań, poznawania technik i materiałów. Ceramika daje ogromne możliwości wyrazu. Udało mi się znaleźć w niej to co najbardziej współgra ze mną i moim poczuciem estetyki. Pomógł upór i konsekwencja w działaniu, a dodatkowo wspierała mnie moja żona. Bez niej nie byłbym w tym miejscu i nie byłoby marki Stratus.

Jak powstał wzór naczyń Stratus?

Charakter tej kolekcji: jej surowość, faktura, jak to często bywa, powstał trochę przypadkowo, ale jako spójny z moim myśleniem o wzornictwie od razu się ugruntował w mojej głowie. Był rok 2014, a ja przygotowywałem swoją pracę na XI Międzynarodowe Biennale Ceramiki Stowarzyszenia KERAMOS pt. „GRA” i szukałem sposobu na uzyskanie ciekawej, surowej, trochę mrocznej faktury i kolorystyki dla ceramicznych butelek stanowiących składowe mojej rzeźby. Dzięki różnym eksperymentom udało mi się znaleźć materiał dający dokładnie to czego chciałem. Całość wypaliłem w bardzo ciekawej technice – RAKU.

Po wystawie zajmowałem się dalej tym, co robiłem na co dzień – realizowałem zamówienia moich klientów, prowadziłem warsztaty ceramiczne i tworzyłem swoje własne serie naczyń, ale te nie zadowalały mnie wystarczająco. Czas biegł, uciekając nie wiadomo gdzie, a ja pracowałem z poczuciem, że nadal nie realizuję marzenia, które na początku tej drogi zakiełkowało. Marzeniem tym było oczywiście stworzenie swojego własnego, oryginalnego stylu, swojej kolekcji naczyń, a wzór na mojej rzeźbie kusił swoją surowością i mrocznością.

Gdzieś około roku 2016 rozpoczęły się bardzo powolne, ale konsekwentne działania projektowe. Technologia produkcji naczyń użytkowych bardzo różni się od techniki RAKU, która jest metodą raczej artystyczną. Zanim zacząłem właściwe projektowanie pierwszego naczynia z kolekcji Stratus, czyli kubka 400 ml, musiałem wykonać serię dość skomplikowanych prób, począwszy od barwienia masy, opracowania techniki tworzenia modelu i formy gipsowej, na wykańczaniu i wypalaniu skończywszy. Cały ten proces zajął aż 2 lata, ale dzięki zauważalnemu postępowi, składającemu się z małych kroczków, wiedziałem, że w końcu dojdę do celu. I rzeczywiście, udało się! We wrześniu 2018 roku zadebiutowałem ze swoim pierwszym kubkiem pod marką Stratus i spotkałem się z bardzo ciepłym przyjęciem. Oszczędny, surowy design i oryginalna, matowa faktura zdobyły już wtedy wielu odbiorców.

Nazwa „Stratus” odnosi się do chmur, które należą do tej mrocznej grupy. Nie buduję wokół tej nazwy żadnej filozofii. Z kolei dość duży nacisk kładę na filozofię marki, która z zasady działa uczciwie i ekologicznie, która dba o jakość produkcji i pracy. Postawiłem sobie za cel, że oprócz stworzenia kolekcji wyjątkowych naczyń, zbuduję świetnie współpracujący zespół, pracujący na uczciwych zasadach i w dobrej atmosferze. Bez takiej polityki, nie wyobrażam sobie budowania marki. Obecnie rozwijam kolekcję o kolejne naczynia i kolory, doskonalę technologię i buduję zespół ludzi wokół marki. Wierzę, że to co robię ma sens, a projektowanie i rozwiązywanie problemów technologicznych w mojej pracowni sprawia mi ogromną satysfakcję. Jeśli zapytacie mnie Państwo gdzie widzę się za 5 lat, odpowiem: „nie wiem, ale po tym czego doświadczyłem w pracy z ceramiką – sam umieram z ciekawości!”

Zespół

Krzysztof  - projektuje, opracowuje technologię, waży, mierzy i poprawia; zajmuje się marketingiem i współpracą z dystrybutorami;

Natalia - pracuje przy produkcji, doprowadza technologię do mistrzowskiego poziomu, doradza przy planowaniu technologii;

Julia - pracuje przy produkcji zdobywając doświadczenie i wiedzę o technologii ceramiki.

Wszystkich nas możecie Państwo spotkać przy naszym stoisku na różnych targach.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów